99. Jeśli nie pływanie to co?
Dodane przez Piotrowiak dnia 27.07.06 11:27
Niejeden z nas niewątpliwie zadawał sobie pytanie „i co dalej?”. Ponad 10 km na dwóch treningach każdego dnia, a życiówka ani drgnie! Nic, uparcie stoi w miejscu. I co dalej? Część trenuje jeszcze przez rok, dwa, czasem dłużej, ale pytanie ciągle powraca. Ci mniej wytrwali rezygnują. Często rezygnują nie tylko z pływania ale w ogóle ze sportu... bo jeśli nie pływanie to co? Właśnie... czy istnieje jakaś dyscyplina, w której „były pływak” czuł by się dobrze? Na pewno tak. Takich dyscyplin istnieje wiele, bo jest to sprawa bardzo indywidualna.

Dyscypliną taką niewątpliwie może być ratownictwo sportowe. Z definicji ratownictwo jest niesieniem pomocy w nagłych wypadkach, zwłaszcza zagrażających zdrowiu i życiu. Brzmi pięknie bo i idea jest piękna, tylko powstaje pytanie jak to połączyć ze sportem? Takie samo pytanie już kilkadziesiąt (albo i więcej) lat temu postawili sobie ratownicy pracujący na plaży.

Zazwyczaj, nabór do drużyny ratowników prowadzony był wśród różnych sekcji sportowych. Były to nie tylko sekcje pływackie, ale także wioślarskie, lekkoatletyczne, sportów walki, zdarzali się także ciężarowcy czy kulturyści... bo przecież ratownik wysportowany być musi! Trzydziestu wytrenowanych ratowników na plaży i tak naprawdę nie wiadomo który jest najlepszy. Rozwiązanie było tylko jedno – sprawdzian w ramach rywalizacji sportowej. Zaczęli się ścigać w pływaniu wpław w morzu, na kajakach, na łodziach, na deskach, w sprincie po plaży a także w biegu na 2 km. I tak się zaczęło – najpierw mistrzostwa krajowe, kontynentalne, potem Mistrzostwa Świata i World Games... powstała nowa dyscyplina. Dyscyplina bardzo różnorodna bo obejmująca ponad 30 konkurencji! 30 konkurencji przewidzianych w oficjalnych regulaminach... w rzeczywistości jest ich jeszcze więcej.

Zawody podzielone są na dwie zasadnicze części: konkurencje basenowe oraz konkurencje na wodach otwartych. Zarówno w jednej jak i w drugiej części każdy znajdzie coś dla siebie. Ale na tych najpoważniejszych zawodach jest jeden wymóg – została określona minimalna ilość konkurencji basenowych i plażowych. W ten sposób szanse się wyrównały – pływak oprócz pływania musi wystartować na plaży gdzie często liczy się bieg lub wiosłowanie a lekkoatleta i kajakarz muszą wskoczyć do basenu.

W Polsce zawody ratownicze nie są nowością. W swojej historii mieliśmy nawet doniosłe chwile. Ot, mistrzynią Świata w 1978 roku (Londyn) została Zofia Krawczyk, a dwa lata później, podczas Mistrzostw Świata rozgrywanych w Sofii w 1981 roku, ratownik WOPR Jacek Krawczyk pobił Rekord Świata w konkurencji 150m wiosłowanie łodzią ratowniczą. Niewątpliwie wielkimi literami w historii polskiego sportu ratowniczego zapisał się pływak z Lublina Wojciech Blechar, który dwukrotnie (1983 Warszawa, 1987 Warendorf) stawał na najwyższym podium Mistrzostw Świata w Klasyfikacji Generalnej. Pominąłem tutaj wielu zawodników, którzy stawali wielokrotnie na podium Mistrzostw Świata, Europy czy jeszcze innych zawodów w poszczególnych konkurencjach. Im również należą się brawa.

Także i dzisiaj mamy wspaniałych zawodników, którzy bardzo często rekrutują się z klubów pływackich z całej Polski. Są też tacy, którzy swoją przygodę ze sportem zaczynali właśnie od ratownictwa... dla takich też jest miejsce i tacy też wygrywali.

Czy dla byłych pływaków ratownictwo jest alternatywą? Chyba tak. Niektórzy rozpoczynając treningi ratownicze zastanawiali się czemu nie trafili tu wcześniej... Wśród aktualnych rekordzistów polskich znajdziecie nazwiska takich pływaków jak Zuzanna Oliwa, Joanna Sulewska, Marta Stępień, Sandra Pietrzak, Nina Burghatr, Luiza Bałdowska, Agnieszka Marianek, Aleksandra Byczyńska, Joanna Gołębiowska, Dominika Pasikowska, Maciej Białek, Artur Przywara, Wojciech Blechar, Sebastian Hełka, Krzysztof Wabicz. Oni zdecydowali, że warto....

Krzysztof Piotrowski
art. znajdziecie rónież w gazecie "PŁYWANIE"